Chwila konfrontacji jest
„Chwila konfrontacji jest zastanawiająca. Wjeżdżam do Belgradu, który jest inny, i wiem, że ten inny jest prawdziwy — ale tamten dawny, od gabriela i chałwy, wcale przez to nie upada, przeciwnie, trwa sobie we mnie w najlepsze, jakby nigdy nic, słodkowschodni, z fajką i w fezie, w kolorze rodzynkowym. Więc co — mam dwa Belgrady Bo przecież widzę wielopiętrowe biurowce i fiaty 1300, i tłum przechodniów w modnych kapelusikach tłoczący się na białych pasach, i tę dziewczynę w amerykańskich spodniach... Jeden Belgrad nakłada się na drugi, ale tak umiejętnie, że mój stary belgradzik pozostaje w tym nowym, większym, jak w kloszu, i w rezultacie wynika coś dodatkowego mój trzeci Belgrad, suma tamtych dwóch, podwójne miasto, bardzo interesujące. A ja jadę.
Ale przecież to nie wszystko. Gdzieś w głębi, w sobie, przez cały czas mam czwarte miasto — pierwsze i ostatnie — z którego wyleciałem trzy godziny temu, o świcie. O 6 rano na placu Zamkowym złapałem miejską wołgę. W samochodzie było ciepło, brzmiała jakaś cicha muzyczka, kierowca spytał, czy słyszałem komunikat o dymisji Chruszczowa — słyszałem. W nocy telefonował ktoś z przyjaciół, właśnie pakowałem rzeczy do walizki. Po czterech godzinach płytkiego snu, w którym przeżyłem całą niepewność podróży (...wiatr wywiał mi paszport z samolotu, spojrzenia celników, gdy nie mogłem sobie przypomnieć“(9)