Vincent nie znalazł na to żadnej
„Vincent nie znalazł na to żadnej odpowiedzi. Jak iluszony powrócił do domu.
Luty był
uty był w tym roku najgorszym ze wszystkich lesięcy. Gwałtowne wichry hulające po wzgórzach równinie uniemożliwiały niemal przejście przez H»kie uliczki. Górnikom potrzebny był teraz opal udziej niż kiedykolwiek, aby utrzymać choć troll, ciepła w izbach, lecz lodowaty wiatr kłuł i siekł z taką mocą, że kobiety nie mogły chodzić na hałdę w poszukiwaniu węgla. Gruba spódnica, bluzka, bawełniane pończochy, chustka na głowie — to wszystko, co posiadały dla obrony przed zimnym wiatrem.
Po całych dniach trzymano dzieci w łóżkach, żeby nie zamarzły. Rzadko zjawiało się na stole ciepłe jadło, bo nie było węgla do pieca. Po wyjściu z gorejących trzewi ziemi górników obejmował natychmiast siekący mróz, w tnącej wichurze musieli brodzić po ośnieżonych hałdach. Gruźlica i zapalenie płuc zabierały co dzień nowe ofiary. W tym miesiącu odprawił Vincent wiele nabożeństw żałobnych.
Dzieciom siniały z zimna twarzyczki. Vincent poniechał zwyczajnych lekcy] czytania. Spędzał dnie na Mont Marcasse, zbierał węgiel i rozdzielał w najnędzniejszych chatach. Nie potrzebował obecnie smarować sobie twarzy pyłem węglowym — była zawsze umazana. Gdyby ktoś obcy zawitał do Petit Wasmes, powiedziałby to przecie górnik jak inni.“(8)
<<<< Loch powrócił do Easter
| Chwila konfrontacji jest >>>>